AKTUALNOŚCI

Pozbawiona władzy

Angela Merkel jest obecnie w swojej polityce wobec uchodźców tak osamotniona, jak żaden szef niemieckiego rządu dotąd. Wbrew jej woli zaakceptowano zamknięcie przed imigrantami trasy bałkańskiej. Partnerzy z Unii Europejskiej uważają forsowany przez panią kanclerz plan rozwiązania kryzysu z pomocą Turcji za pobożne życzenie.

Były czasy, gdy kontakty niemieckiej kanclerz z Donaldem Tuskiem wyglądały tak: kiedy Angela Merkel wchodziła do sali konferencyjnej w gmachu Rady Europejskiej, Polak kłaniał się głęboko i składał na dłoni Merkel tak serdeczny pocałunek, że pani kanclerz, choć przyzwyczajona do wszelkiego rodzaju uniżonych gestów, patrzyła ze zmieszaniem na jego pochyloną głowę.

W ostatnią środę Merkel poznała jednak nową twarz Donalda Tuska. Przywitał ją tym razem nie pocałunkiem, lecz za pośrednictwem Twittera i podziękował krajom bałkańskim za to, że zamknęły swoje granice przed uchodźcami. Spełniły w ten sposób życzenie wszystkich 28 państw Unii Europejskiej.

Nie było to ze strony Tuska eleganckie posunięcie. Merkel od tygodni broniła się przeciwko zamknięciu trasy bałkańskiej, uważając, że Europa nie może pozostawić Grecji samej z tysiącami zdesperowanych ludzi uciekających przed wojną domową w Syrii. Gdy trzy tygodnie temu kanclerz Austrii Werner Faymann wprowadził dzienny limit przyjęć uchodźców i wywołało to lawinowe zamykanie granic, Angela Merkel z zatroskaniem pokręciła głową. To nie jest pomocne – stwierdziła. A teraz jeszcze Tusk. Człowiek, który jedynie dzięki jej pomocy awansował na przewodniczącego Rady Europejskiej, wbił jej nóż w plecy.

Widać wyraźnie, że Angela Merkel została pozbawiona władzy. Podczas kryzysu euro stała się najpotężniejszą kobietą w Europie, teraz zaś doprowadziła do takiej izolacji Niemiec w Unii Europejskiej jak żaden kanclerz przed nią. Republika Federalna pełniła zawsze w Europie szczególną rolę. Helmut Kohl zachowywał się w Brukseli pokornie, by złagodzić lęk swoich partnerów przed dominacja zjednoczonych Niemiec. Merkel nie bała się przewodzić i w czasie kryzysu euro przeforsowała swoją koncepcję rygorystycznej polityki oszczędnościowej. Na końcu jednak nie odważyła się wbrew woli Francji i innych krajów południowych wyrzucić Grecji ze strefy euro.

Niemiecka kanclerz pozostała wierna sobie

Teraz rysa przebiega w poprzek kontynentu. Niemcy i Francja wyalienowały się, kraje wschodnioeuropejskie zawarły z Austrią sojusz przeciwko Merkel, przewodniczący Rady Europejskiej Tusk przeszedł do obozu przeciwnika.

Niemiecka kanclerz pozostała wierna sobie, to trzeba jej oddać. Oparła się wielu naciskom – ze strony CDU, premiera Orbána i kanclerza Faymanna, a także uczestników kampanii wyborczej, którzy nie spodziewali się niczego dobrego dla CDU w wyborach regionalnych. Jeśli mierzyć polityków według tego, czy pozostają przy swojej linii, nawet gdy robi się nieprzyjemnie, to Angela Merkel w ostatnich tygodniach miała imponujące dokonania.

Lecz to, co jej ludzie nazywają zdecydowaną postawą, reszta Europy odczuwa jako próbę przerzucenia kosztów aberracyjnych przekonań etycznych na barki całej wspólnoty. Płoty, które stoją obecnie w całej Europie, mają nie tylko zatrzymać uchodźców. Są również symbolem oporu przeciwko aroganckiej polityce.

Kiedy niemiecka kanclerz w nocy po zakończeniu unijnego szczytu stanęła przed dziennikarzami, mówiła o “przełomie”, jaki nastąpił w kryzysie uchodźczym. Ale była to kolejna prowokacja. Bo ta sama Merkel, która za pomocą wielkich moralnych gestów piętnuje politykę drutów kolczastych, jest równocześnie gotowa uzależnić się od tureckiego rządu, krok po kroku wprowadzającego w swoim kraju autokrację.

Obłudy Merkel nic nie pokazuje lepiej niż jej reakcja na zamknięcie szlaku bałkańskiego. Kanclerz odnosi z tej decyzji największe korzyści, w ostatnim czasie bowiem zaledwie kilkuset uchodźcom dziennie udaje się jeszcze przedostać do Niemiec. Ale to jednak polityka jej przeciwników. Podczas ostatniego szczytu w Brukseli miała ona jeszcze uzyskać błogosławieństwo ze strony Unii. Donald Tusk zaproponował, by w komunikacie końcowym zamieszczone zostało zdanie: “Ta trasa jest obecnie zamknięta”. Zdanie jest poprawne, ale Angela Merkel nie chciała się pod nim podpisać, byłoby to bowiem równoznaczne z przyznaniem się do porażki.

Rozpoczął się zacięty spór o słowa. Kiedy w niedzielne popołudnie spotkali się ambasadorzy UE, niemiecki przedstawiciel Reinhard Silberberg zaprotestował przeciwko temu sformułowaniu. Ale szef gabinetu Tuska Piotr Serafin pozostał twardy – napisał Silberberg niedzielnego wieczoru w swoim tajnym raporcie (“wyłącznie do użytku służbowego”) wysłanym do Berlina. Kraje położone na trasie bałkańskiej “oczekują od Rady Europejskiej wyraźnego sygnału poparcia”.

Wysoka cena kosmetycznej korekty

W poniedziałek, gdy w Brukseli zgromadzili się szefowie państw i rządów, konflikt trwał nadal. Prezydent Francji François Hollande przed wejściem do gmachu Rady Europejskiej powiedział: “Ta trasa jest zamknięta”. Później doszło do sporu między Merkel a Faymannem. Skandalowi mogła zapobiec jedynie kompromisowa formuła: “Nieregularny napływ migrantów przez trasę na zachodnich Bałkanach dobiegł końca”. Brzmi to tak, jak gdyby uchodźców powstrzymały jakieś siły wyższe.

Cena owej kosmetycznej korekty była wysoka. Kraje Europy Wschodniej zyskały w zamian to, że nie nałożono na nie nowego obowiązku przyjęcia uchodźców – ani z Grecji, ani z Turcji. Dla Merkel nie jest to dobra wiadomość.

Niemiecka kanclerz nadal bowiem obstaje przy swoim stanowisku, że kryzysu uchodźczego nie rozwiąże zamykanie granic, lecz jedynie porozumienie z Turcją. W minionym tygodniu do Brukseli przyleciał turecki premier Ahmet Davutoğlu i już w niedzielny wieczór spotkał się z Merkel oraz premierem Holandii Markiem Rutte, który sprawuje obecnie prezydencję Rady Unii Europejskiej.

Spotkanie to było rzeczą dość niezwykłą i owa inicjatywa pani kanclerz spotkała się z brakiem zrozumienia ze strony wielu krajów partnerskich. Kiedy jednak wyszło na jaw, że podczas owej poufnej rozmowy Turcy przedstawili zupełnie nową propozycję, pojawiły się pogłoski, iż Merkel próbuje okpić pozostałe państwa unijne.

Premier Hiszpanii Mariano Rajoy o nowym tureckim dokumencie dowiedział się dopiero po wylądowaniu na lotnisku w Brukseli. Kiedy egzemplarze projektu zostały rozdane na początku szczytu, premier Luksemburga sfotografował komórką swoją kopię i wysłał ją własnym urzędnikom do szybkiego sprawdzenia.

Gdy około godziny piętnastej szefowie rządów usiedli do spóźnionego obiadu, nastroje były nerwowe. Większość zgromadzonych dała jasno do zrozumienia, że bez dokładnego przeanalizowania tureckich propozycji nie może zaakceptować owego dealu. Szybko pojawiło się podejrzenie, że dokument sporządzili nie Turcy, lecz Uwe Corsepius, doradca Merkel do spraw europejskich. Kanclerz ostro zdementowała te plotki, cała ta sytuacja pokazuje jednak wyraźnie, jak głęboka stała się nieufność wobec Niemiec.

Z deszczu pod rynnę

Dla Merkel nowy plan oznacza sukces. Turcy po raz pierwszy zgodzili się przyjąć z powrotem wszystkich uchodźców, którzy przedostali się przez Morze Egejskie do Grecji. W zamian Unia Europejska musi zobowiązać się do przyjęcia Syryjczyków przebywających w Turcji – z początku ma się to odbywać według skomplikowanego klucza, a potem przez stałe kontyngenty. Ponadto Turcy chcą dostać dodatkowe trzy miliardy euro, uzyskać – jeśli to możliwe, już od końca czerwca – zniesienie wiz oraz obietnicę przyspieszenia negocjacji akcesyjnych.

Nie wiadomo, czy ów plan zostanie zrealizowany. Merkel potrzebuje do tego zaufania ze strony swoich europejskich kolegów, to jednak w ostatnich miesiącach zostało mocno nadwerężone. Na szczycie w Brukseli francuski prezydent Hollande nie odrzucił tureckich propozycji tylko dlatego, że wolał uniknąć otwartego konfliktu z niemiecką kanclerz.

Dla Francji jednak wykluczone jest zniesienie już latem obowiązku wizowego dla Turcji. – Tego nie przeforsujemy – mówi doradca Hollande’a. Dotychczas Turcy spełnili jedynie połowę z 72 warunków stawianych przez Brukselę przy udzielaniu zwolnień od wiz. Ankara uparcie broni się na przykład przeciwko uznawaniu paszportów Cypru, który jest członkiem Unii Europejskiej. Poza tym do Unii Europejskiej mogą wjechać bez wizy jedynie posiadacze paszportów biometrycznych, tureckie dokumenty nie spełniają zaś surowych kryteriów unijnych.

Opór przeciwko liberalizacji przepisów wizowych podnosi się nie tylko w Paryżu. – Nie możemy zamienić fali uchodźców na falę przybyszy bez wiz, bo wpadniemy z deszczu pod rynnę – stwierdza sekretarz generalny CSU Andreas Scheuer. – Moja frakcja bardzo sceptycznie podchodzi do kwestii całkowitego zniesienia wiz dla tureckich obywateli – mówi również Manfred Weber, szef konserwatywnej Grupy Europejskiej Partii Ludowej w Parlamencie Europejskim.

Jeszcze bardziej skomplikowane niż sprawa wiz jest przyspieszenie rozmów dotyczących przystąpienia Turcji do UE. Cypr kategorycznie sprzeciwia się otwarciu nowego rozdziału negocjacji akcesyjnych. Północna część tej wyspy na Morzu Śródziemnym jest okupowana przez Turcję, która nie uznaje Cypru za suwerenny kraj. I bez tego zresztą zbliżenie Europy z Turcją następuje w bardzo niekorzystnym momencie. W przededniu szczytu Ankara przejęła bowiem kontrolę nad największą opozycyjną gazetą.

“Nie możemy wierzyć Turkom”

Również zasadniczy punkt tureckiego planu to kwestia drażliwa pod względem prawnym. Pomysł, by Turcja tak po prostu przyjmowała z powrotem każdego migranta, który przedostał się przez Morze Egejskie do Grecji, stoi w sprzeczności z prawem europejskim i międzynarodowym. Ludzi tych można odesłać jedynie do kraju gwarantującego uczciwe postępowanie azylowe. – Turcja nie jest dotychczas uznawana ani za bezpieczny kraj pochodzenia, ani za bezpieczne państwo trzecie dla osób ubiegających się o azyl – mówi niemiecki minister sprawiedliwości Heiko Maas. Rozwiązanie będzie wyglądało zapewne tak, że Grecja uzna Turcję za bezpieczne państwo trzecie i wówczas większość uchodźców będzie można odesłać.

Niejeden z europejskich partnerów Angeli Merkel z radością przyjąłby jej porażkę. Dla nich zamykanie granic na szlaku bałkańskim to konkretna polityka, zaś turecka dyplomacja niemieckiej kanclerz jest bujaniem w obłokach. – Nie możemy wierzyć Turkom – mówi się w Pałacu Elizejskim.

Merkel – to trzeba jej przyznać – próbowała uczynić Europę bardziej ludzką. Uważała, że jeśli Niemcy przyjmą uchodźców, owa wielkoduszność udzieli się również pozostałym krajom. Za jej polityką stała wiara w to, że humanitarna postawa jest zaraźliwa. Była to piękna idea i bynajmniej nie absurdalna – nawet jeśli w drogę do Europy wyruszyłaby połowa syryjskiego społeczeństwa, 500-milionowa wspólnota byłaby w stanie to znieść.

Dramat polityki niemieckiej kanclerz w sprawie uchodźców polegał na braku równoczesności. Kiedy Merkel otworzyła granice, była w Niemczech u szczytu władzy. W Europie natomiast wiele krajów zwróciło się już przeciwko jej polityce oszczędnościowej, a teraz kanclerz narzucała jeszcze całemu kontynentowi kulturę otwartości – melanż protestanckiej plebanii i niemieckiego stanu ducha.

Angela Merkel nie rozpoznała w porę, ile może wymagać od Europy. Ceną jej polityki jest nie tylko rozkwit nowej prawicowo-populistycznej partii i obecny stan niemieckiego społeczeństwa, które jest tak podzielone i rozhisteryzowane, jak nie miało to miejsca od lat. Kanclerz stworzyła również Europę, która nie potrafi już odnaleźć samej siebie.

Click to comment

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

The Latest

News of Poland
x
To Top
Cheap jordans for sale, Cheap jordans shoes, cheap jordans for sale, jordans retro 13, cheap jerseys from china, foamposites For Sale, cheap nfl jerseys, Cheap xxxi jordans, cheap jordan 12, Canada Goose sale, cheap foamposites, Retro jordans for sale